Dziennik duchowy o.Wenantego

16 lutego 2026
„Osobliwie w trudnościach musimy się modlić długo i wytrwale, a wówczas i pocieszeni zostaniemy, albo, co więcej, otrzymamy łaskę do znoszenia cierpień, do ofiary. W tym celu wznosić należy często myśli do Boga przez westchnienia, jak te strzeliste.” - Ojciec Wenanty Katarzyniec Najtrudniejsze chwile życia często rodzą w nas pokusę zniechęcenia. Gdy cierpienie się przedłuża, gdy modlitwa wydaje się bez odpowiedzi, łatwo przestać wołać. Ojciec Wenanty przypomina jednak, że właśnie w trudnościach modlitwa powinna stać się dłuższa i wytrwalsza . Nie dlatego, że Bóg nas nie słyszy - lecz dlatego, że to modlitwa przemienia nasze serce. Czasem Bóg daje pocieszenie. Czasem przynosi ulgę. Ale bywa też, że daje coś jeszcze większego - łaskę do znoszenia cierpienia , siłę do ofiary, pokój w środku burzy. Modlitwa nie zawsze usuwa krzyż. Często sprawia, że uczymy się go nieść. Ojciec Wenanty zachęca do prostoty: do krótkich westchnień, do strzelistych modlitw, do częstego podnoszenia myśli ku Bogu w ciągu dnia. Nawet jedno zdanie wypowiedziane z serca może stać się światłem w ciemności. Wierność w modlitwie jest dowodem zaufania. A zaufanie otwiera serce na łaskę. Ku refleksji na dziś: Jak reaguję, gdy modlitwa nie przynosi natychmiastowego pocieszenia? Czy potrafię prosić Boga nie tylko o ulgę, ale o siłę do niesienia trudności? Jakie krótkie „westchnienie” mogę dziś często powtarzać w ciągu dnia?
10 lutego 2026
„Nikt by z nas przecież nie odmówił pomocy Panu Jezusowi, gdybyśmy widzieli Go chorego, zbolałego. Nie odmawiajmy tej pomocy chorym bliźnim naszym, bo w nich Chrystusa samego pocieszamy, pielęgnujemy.” - Ojciec Wenanty Katarzyniec Te słowa Ojca Wenantego stawiają przed nami pytanie bardzo proste - a jednocześnie wymagające: czy potrafię zobaczyć Chrystusa w człowieku cierpiącym? Łatwo powiedzieć, że kochamy Jezusa. Łatwo wzruszyć się Jego męką, obrazem Jego ran. Ale Ojciec Wenanty przypomina, że Chrystus nie pozostał w przeszłości . On jest obecny dziś - w chorych, słabych, zmęczonych, opuszczonych. Gdy pochylamy się nad cierpiącym człowiekiem, gdy podajemy wodę, dotykamy dłoni, gdy słuchamy, gdy jesteśmy — to Jego samego dotykamy. Miłość do Boga zawsze sprawdza się w miłości do bliźniego. Nie w wielkich deklaracjach, lecz w czułości, cierpliwości i obecności. Czasem wystarczy niewiele — a dla kogoś chorego to może być więcej niż tysiąc słów. Ojciec Wenanty uczy nas, że służba chorym nie jest dodatkiem do wiary. Jest jej sercem. Bo tam, gdzie jest miłość miłosierna, tam zawsze jest Chrystus. Ku refleksji na dziś: Z jakiej intencji wypływają moje codzienne działania - z miłości do Boga czy z przyzwyczajenia? Czy pamiętam, że nawet najprostsze obowiązki mogą być ofiarowane „na większą chwałę Bożą”? Co dziś mogę uczynić świadomie dla Boga , a nie tylko „dla siebie”?
9 lutego 2026
„Uwaga: wszystkie przeto uczynki nasze muszą początek swój mieć w sercu pełnym miłości dla Boga, stąd często wołamy, wołać mamy: wszystko na większą chwałę Bożą.” - Ojciec Wenanty Katarzyniec Ojciec Wenanty przypomina prawdę, która porządkuje całe życie duchowe: nie wystarczy czynić dobro - trzeba czynić je z miłości do Boga. Każdy czyn ma swoje źródło. Jeśli tym źródłem jest serce pełne miłości do Boga, wówczas nawet najprostsze sprawy codzienności nabierają sensu, który sięga wieczności. Nie chodzi o wielkie dzieła ani o wyjątkowe okoliczności. Chodzi o intencję serca . O to, dla Kogo wstajemy rano, dla Kogo pracujemy, dla Kogo znosimy trudy i ograniczenia, dla Kogo podejmujemy małe decyzje, których nikt nie widzi. „Wszystko na większą chwałę Bożą” nie jest hasłem zarezerwowanym dla wybranych. To zaproszenie, by całe życie - takie, jakie jest - stało się modlitwą. Gdy serce jest skierowane ku Bogu, nie ma czynów obojętnych. Każdy gest miłości, cierpliwości, uczciwości i wierności może być odpowiedzią na Jego miłość. Ojciec Wenanty uczy nas, że świętość rodzi się w sercu , a dopiero potem objawia się w czynach. I właśnie dlatego nawet to, co małe, może stać się wielkie - jeśli jest ofiarowane Bogu. Ku refleksji na dziś: Z jakiej intencji wypływają moje codzienne działania - z miłości do Boga czy z przyzwyczajenia? Czy pamiętam, że nawet najprostsze obowiązki mogą być ofiarowane „na większą chwałę Bożą”? Co dziś mogę uczynić świadomie dla Boga , a nie tylko „dla siebie”?
22 stycznia 2026
„Kto Boga kocha, ten nie tylko przykazania Boże zachowuje - ten stara się więcej uczynić niż to, do czego jest obowiązany - ten jest gorliwy i pełen zapału o chwałę Bożą - ten jeszcze więcej modli, spełnia praktyki pobożne - ten innych nakłania do miłości Bożej.” - Ojciec Wenanty Katarzyniec Miłość do Boga nie jest tylko „spełnianiem obowiązku”. Nie jest czymś, co robi się z przymusu, z tradycji albo z lęku. Ojciec Wenanty pokazuje nam, że prawdziwa miłość zawsze przekracza minimum . Kiedy kochamy, nie pytamy: „ile muszę?” Tylko: „co jeszcze mogę?” Dlatego człowiek, który kocha Boga: nie zatrzymuje się na tym, co konieczne, szuka głębi modlitwy, jest gotowy na wysiłek, ofiarę i wyrzeczenie, chce, aby Bóg był uwielbiony, a nie zapomniany. Ta gorliwość nie jest fanatyzmem. To ogień serca - taki, który rodzi się z wdzięczności. Bo jeśli Bóg kocha nas pierwszy, to odpowiedzią nie może być zimna obojętność. Prawdziwa miłość do Boga nie zamyka się w prywatności. Ona zaczyna promieniować. Dlatego Ojciec Wenanty mówi: człowiek kochający Boga nakłania innych do miłości Bożej - nie krzykiem, nie narzucaniem, ale przykładem życia: spokojem, uczciwością, światłem w codzienności. Ku refleksji na dziś: Czy moja wiara jest tylko „spełnianiem minimum”, czy żywą relacją miłości? Co mogę dziś uczynić więcej dla Boga - w modlitwie, w sercu, w postawie? Czy moje życie zachęca innych do Boga, czy raczej pozostawia Go niewidocznym?
9 grudnia 2025
„Kto słucha woli Bożej i ją wypełnia, ten zasługuje na wieczną szczęśliwość w niebie. Ten doznaje wielkiego zadowolenia i spokoju sumienia. Kto zaś idzie za własną wolą, ten zarabia sobie na wieczne potępienie, a już w tym życiu doznaje wyrzutów sumienia i różnych kar doczesnych.” - Ojciec Wenanty Katarzyniec Słowa Ojca Wenantego są proste, ale niezwykle wymagające. Uderzają w samo serce naszej codzienności: K omu pozwalam prowadzić swoje życie — Bogu czy sobie? Człowiek, który szuka i pełni wolę Bożą, może nie mieć łatwiejszego życia, ale ma coś o wiele większego: pokój sumienia. To pokój, którego świat dać nie może, bo rodzi się z posłuszeństwa Temu, który zna nasze drogi lepiej niż my sami. Z kolei życie według własnego upodobania, bez pytania Boga o kierunek, niesie skutki, które natychmiast dotykają serca: niepokój, chaos, ucieczkę przed prawdą o sobie, a z czasem - wewnętrzne rany. To nie kara z zewnątrz. To konsekwencja tego, że serce odchodzi od swojego Źródła. Wola Boża nie jest ograniczeniem. Jest najpiękniejszą formą wolności , bo prowadzi do celu, którego nie zniszczy czas: do szczęścia wiecznego. Ojciec Wenanty przypomina, że wybór nie jest abstrakcyjny - dokonuje się każdego dnia: w słowach, decyzjach, relacjach, obowiązkach, myślach, pragnieniach. Każda chwila może być krokiem ku niebu albo odejściem od niego. Ku refleksji na dziś: Czy codziennie pytam Boga o Jego wolę - czy wybieram jedynie to, co wygodne dla mnie? Czy decyzje, które podejmuję, przynoszą pokój sercu, czy przeciwnie - rodzą niepokój? W jakiej dziedzinie mojego życia potrzebuję dziś wrócić do posłuszeństwa Bogu? 
29 listopada 2025
„Nie da się zaprzeczyć, że życie nasze ziemskie połączone jest z tylu nieszczęściami tak dotkliwymi, tak gorzkimi i do zniesienia trudnymi. Aby je znieść mężnie, aby nie upaść pod ich ciężarem, trzeba koniecznie jakiejś pociechy, która by te cierpienia uczyniła mniej gorzkimi, mniej przykrymi. Gdzież znajdziemy tę pociechę? Czy w dobrach tego świata? Ale one nie uchronią nas od wszystkich nieszczęść. Czy bogacze i milionerzy nie chorują? Czy pieniędzmi potrafią się wykupić od zarazy? Z pewnością, że nie. Ale natomiast z pewnością przyniesie nam ulgę w boleściach myśl o tej krainie szczęśliwej, skąd, jak wyraża się Pismo Święte, ucieknie wszelki ból i smutek i lęk.” Ojciec Wenanty Katarzyniec Każdy z nas nosi w sobie doświadczenie bólu, choroby, straty, trudu. Życie na ziemii nigdy nie było i nie będzie wolne od cierpienia. Ojciec Wenanty mówi o tym otwarcie: nie da się przejść przez życie bez ran . Ale nie zostawia nas w smutku. Pyta o źródło pociechy - i obala złudzenia: pieniądze nie ochronią przed cierpieniem, bogactwo nie ocali przed śmiercią, komfort nie wypełni pustki. Nie ma takiej potęgi na ziemi, która potrafiłaby zatrzymać wszystkie nieszczęścia. Jednak chrześcijaństwo niesie odpowiedź - nadzieja na niebo jest pociechą, która nie zawodzi. Pismo Święte mówi: „I otrze Bóg wszelką łzę z ich oczu.” (Ap 21,4) To nie jest ucieczka od rzeczywistości. To prawda, która pozwala ją znieść. Gdy człowiek wie, że jego historia nie kończy się tutaj, że za cierpieniem jest Miłość, wtedy nawet ciężary stają się lżejsze. To właśnie ta perspektywa nieba daje siłę do mężnego znoszenia prób. To ona sprawia, że nie upadamy. Ku refleksji na dziś: W czym dziś szukam pociechy: w Bogu, czy w tym, co przemija? Jak reaguję na trud w moim życiu - z nadzieją czy z ucieczką? Czy pamiętam, że niebo jest obietnicą niekończącej się radości?
27 listopada 2025
„O ileż wyżej jesteśmy od kwiatów i mnóstwa roślin, które tylko jedno lato rozwijają się i kwitną, a potem mróz i zima na zawsze je niszczy. Czy można stawiać na równi wobec tego człowieka ze zwierzętami, z których po kilkudziesięciu latach i śladu nie zostanie, i ziemia, i słońce, i gwiazdy, chociaż już od milionów lat przed nami istniały, a jednak kiedyś byt ich się skończy, podczas gdy ludzie z odwiecznych wyroków Bożych nigdy nie zginą, nigdy dusze ich żyć nie przestaną.” Ojciec Wenanty Katarzyniec W świecie, w którym tak wiele mówi się o przemijaniu, Ojciec Wenanty przypomina nam o czymś zupełnie przeciwnym: w człowieku jest coś nieśmiertelnego. Wszystko, co widzimy dookoła, nawet to, co wydaje się wieczne - słońce, gwiazdy, ogrom kosmosu - ma swój kres. Natura rozkwita i obumiera. Stworzenie ma swój początek i koniec. Ale Bóg tchnął w człowieka coś, czego nie ma żaden świat, żadna roślina, żadne stworzenie: duszę nieśmiertelną. Katechizm mówi: „Dusza ludzka jest nieśmiertelna: nie ginie, gdy odłącza się od ciała.” (KKK 366) To oznacza, że życie człowieka jest czymś nieskończenie większym niż czas ziemski. To, co ostateczne, nie dzieje się tutaj - ale po tamtej stronie . Ojciec Wenanty patrzy na świat tak, jak patrzył Chrystus: wszystko, co dziś widzimy, kiedyś przeminie. Ale człowiek nie jest stworzony na jeden sezon jak kwiat, ani na jeden cykl jak planeta. Bóg stworzył nas, abyśmy żyli na wieki . To nie jest powód do pychy, ale do odpowiedzialności - bo skoro dusza jest wieczna, to warto żyć tak, by nigdy nie zgasić tego, co Bóg w nas zapalił. Ku refleksji na dziś: Czy pamiętam, że moja dusza jest wieczna, choć świat wokół mnie przemija? Czy żyję tak, jakby życie było tylko chwilą - czy tak, jakby prowadziło do wieczności? Jak dbam o to, co nieśmiertelne we mnie, bardziej niż o to, co doczesne?
25 listopada 2025
„Kiedy więc miłą jest nam dusza, gdy chcemy osiągnąć szczęśliwość w niebie, porzućmy tę zbyteczną troskę o dobra tego świata, porzućmy te kłopoty niepotrzebne, które nam czynią tak przykrym i trudnym to życie i przyszłe z rąk nam wyrywają.” Ojciec Wenanty Katarzyniec Ojciec Wenanty dotyka tu prawdy, która jest bliska każdemu sercu: im bardziej przywiązujemy się do tego, co ziemskie, tym bardziej tracimy pokój. Nie chodzi o to, by odrzucić świat, ale by nie pozwolić, aby troski zapanowały nad duszą - bo wtedy życie staje się ciężarem, a nie drogą do Boga. Chrystus mówi wyraźnie: „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi… lecz gromadźcie sobie skarby w niebie.” (Mt 6,19–20) Katechizm przypomina, że człowiek został stworzony do szczęścia w Bogu , a dobra tego świata są tylko pomocą, nigdy celem. Zbyteczne troski nie tylko męczą - mogą odebrać nam przyszłość , bo odciągają serce od tego, co wieczne. Ojciec Wenanty zaprasza więc do wolności serca: nie do ucieczki od odpowiedzialności, lecz do wyzbycia się tego, co zbędne, przygniatające, rozpraszające . To wezwanie, które można zacząć realizować już dziś - małym krokiem: mniej lęku, więcej zaufania. Ku refleksji na dziś: Jakie troski noszę w sobie, które nie prowadzą mnie do Boga, a tylko odbierają pokój? Czy moje serce bardziej szuka dóbr ziemskich czy dobra wiecznego? Od czego powinienem się uwolnić, aby moje życie stało się lżejsze i bardziej Boże? 
21 listopada 2025
"Człowiek święty nie doznaje trwogi przed śmiercią, ale z radością myśli o tej chwili, w której będzie mógł rzucić się w objęcia umiłowanego Boga. Aby na taką śmierć zasłużyć, rozpocznę od tej chwili inne życie i wszelkich środków do tego użyję." Ojciec Wenanty Katarzyniec Słowa Ojca Wenantego prowadzą nas do niezwykle delikatnej prawdy: dla człowieka żyjącego w łasce śmierć nie jest końcem, lecz powrotem . Nie przeraża, lecz staje się chwilą spotkania. Nie odbiera nadziei - przeciwnie, otwiera drogę do pełni miłości. Dlatego święci patrzą na nią z pokojem, a nawet z radością - nie dlatego, że gardzą życiem, ale dlatego, że kochają Boga bardziej niż cokolwiek na tym świecie . Ojciec Wenanty nie romantyzuje śmierci. On pokazuje drogę: aby tak odejść, trzeba tak żyć. Trzeba zacząć już dziś — od tej chwili. Nie jutro, nie wtedy, gdy będę mieć więcej czasu. Teraz. Zmieniać swoje serce, swoje wybory, swoje pragnienia. Każdy dzień uczynić krokiem ku Miłości, której nic nie zniszczy. Ku refleksji na dziś: Co w moim życiu wymaga zmiany, jeśli naprawdę chcę żyć „jak dla wieczności”? Czego się boję - i czy powierzam te lęki Bogu, czy noszę je sam? Jakie konkretne kroki mogę podjąć już dziś, aby zbliżyć się do Boga, a nie oddalać?